O nas
 

Nasza rodzinka to standardowe 2 (Iza, Piotr) + 2 (nastolatka Dominika i nowy członek rodziny, który przyszedł na świat 28.01.2008r. - Mikołaj). Nasze stado tworzą też: sznaucerek Larry, owczarka Halma oraz kobyłki - quarterka Gypsy (blondyna z niebieskimi oczami), półquarterka Euforia o kolorze „rozwojowym...", Alexis - łaciata kobyłka, Lusija rodem z Kakazu i pan Zenek ( Cry Hornline - Amerykański Kłusak).

Mówią o nas niespokojne duchy.... Do niedawna każdą wolną chwilę spędzaliśmy poza domem, podświadomie szukając własnego kawałka nieba. Ale nie w mieście. To miało być siedlisko z przestrzenią za oknem i dużym stołem dla gości.

Było takie miejsce pod Elblągiem, ze starymi lipami i własną sową. Były plany i marzenia... Ale życie miało dla nas inny scenariusz - Lublin. Zmieniło się miejsce, ale nie marzenia... Jednak i tam nie było nam dane osiąść na stałe. No chyba, że tworząc rodzinę weekendową, bo Piotr w Krakowie, a my w Lublinie.

Długi listopadowy weekend i wypad w Bieszczady. Jeden z naszych pierwszych, ale najważniejszych i jak widać ... brzemienny w skutkach. Mięliśmy szczęście wtedy spotkać wyjątkowych ludzi, którzy „zaczarowali" nas tak samo jak specyficzne piękno tych gór.

Kominek, wino i opowieści... a szczególnie ta jedna - Krzysia „czarodzieja" - o tym jak się tu żyje ludziom, którzy mięli odwagę i byli wystarczająco szaleni, by zostawić miasto i zbudować od początku swoje życie tutaj.

I to był początek naszej bieszczadzkiej historii. Na razie dość krótkiej, ale jakże bogatej w przeżycia i doświadczenia. Decyzja zapadła już wtedy w listopadzie. Miesiąc później znaleźliśmy działkę w najcudowniejszym miejscu na ziemi. W maju następnego roku wbiliśmy pierwszą łopatę ... No bo tym razem marzenia nie mogą uciec...!

Natomiast budowa, to zdecydowanie osobny i mało romantyczny rozdział naszej bieszczadzkiej story. Wysysa energię, zniechęca, czasem odbiera nadzieję, ale i hartuje! Dom w Malwach budowaliśmy przez telefon, Piotr z Krakowa, ja z Lublina. Coraz częściej spotykaliśmy się „w pół drogi" w Bieszczadach. Były chwile czarnej rozpaczy, ale moment oddechu, kolejny element domu przybył i znów się chce. A to najważniejsze - żeby się chciało chcieć, bo przecież każdy kolejny bal, każdy kołek zbliża nas do celu.

W lipcu 2006 r. podjęłam „męską" decyzję - przeprowadzam się w Bieszczady na stałe. Znajomi robili zakłady, nie czy wytrzymam, ale ile wytrzymam... A ja zamieniłam garsonkę na jeansy, szpilki na kalosze, psychologię i zarządzanie wykorzystując na budowie... i wytrzymałam! Wyzbyłam się miejskich lęków i od nowa uczę się żyć tu w Bieszczadach.

Ale „Dwór" powstawał w bólach. Kolejne terminy oddania domu odchodziły w zapomnienie. Nasz tzw. wykonawca - firma Nord Line z Rzeszowa - miał oddać dom pod klucz, a zostawił stan surowy (otwarty zresztą) mimo zapłacenia przez nas 90% wartości domu...!

Gdyby nie wsparcie przyjaciół, którzy byli z nami w chwilach największej rozpaczy, nasza bieszczadzka przygoda skończyłaby się zanim tak naprawdę się rozpoczęła. Ale to już inna historia, którą może kiedyś opiszę w „Pamiętniku młodej (stażem...) bieszczadniczki.

Mimo tylu przeciwności losu już w „Dworze" mieszkamy i Was wszystkich w gościnę zapraszamy. A wtedy, przy szklaneczce domowej cytrynówki chętnie opowiemy ciąg dalszy naszej story.

W lipcu 2007r. dołączyła do nas Krysia, której galeria przestała być tylko wirtualna. Miesiąc później Piotr przestał być tylko „weekendowym bieszczadnikiem" i nareszcie rodzinka jest w komplecie...!

Dalej piszemy swoją historię a wszystkie szczegóły opisujemy w zakładce "Z życia Dworu".

 

Dołącz do nas i Ty by poznać i pokochać nasz świat !!!!

 

 

 osadnicy

   


Copyright © 2006-2009 SOSNOWY DWÓR. Wszystkie fotografie w serwisie objęte są ochroną prawną
na podstawie Ustawy o prawie autorskim i nie mogą być publikowane i kopiowane bez pisemnej zgody autora